Cześć.
Jakiś czas temu jak już pisałem miałem przyjemność zobaczyć szpital od strony pacjenta. Poleżałem sobie nieco na hematologii. Troszkę mnie tam badali, leczyli. Często w trakcie rozmów z personelem mówiono "a to pan jest z ajtipi". Wierzyłem że mnie nie obrażają ;-). Teraz już wiem że chodziło o ITP, czyli pierwotną małopłytkowość autoimmunologiczną. Na szczęście nie jest tak źle jak brzmi i nie ma podłoża w postaci innego syfu!!! Otóż mój organizm zbyt szybko niszczy płytki krwi przez co wszelkie krwotoki są u mnie trudniejsze do zatamowania. O ile? - to w zależności od ilości płytek. Niestety przy dużych ranach i co gorsza krwotokach wewnętrznych robi się poważniej, ale cóż tak już mam :-).
Pisze o tym wszystkim nie dlatego aby się chwalić, żalić, czy oczekiwać współczucia. Sprawa jest znacznie bardziej banalna- dbam o swoje 4 litery. Tak jak cukrzyk, epileptyk czy ktoś inny informuje o swojej chorobie, tak również ja.. Aby w razie "w" ktoś kto by mi pomagał wiedział czego może się spodziewać i jak reagować- poza tym nie będzie przykrego zaskoczenia że przecież powinno już nie krwawić a nadal kapie ;-).
Chciałbym Wam też opowiedzieć o innej historii ze szpitala. W drugim dniu pobytu zaproszono mnie z zaskoczenia do gabinetu zabiegowego Usadzono na leżance, potwierdzono dane. Jacob wyluzowany gada z personelem po czym słyszy prośbę o podpisanie zgody na pobranie szpiku....CO?!!??! Żałuje że nie mogłem zobaczyć swojej miny. Cóż, podpisałem- z zaskoczenia mnie wzięli. Ułożyli na boku, zdążyłem jedynie zapytać czy jakieś znieczulenie chociaż będzie. Powiedziano że miejscowe i nie będzie bardziej boleć niż mój tatuaż, na którego temat zaczęli mnie zagadywać. Musze przyznać że trwało to może z 3 minuty i bardziej bolało znieczulenie niż pobranie. Jedynie przy pobraniu czuć przez chwile takie lekkie ciągnięcie. Szpik pobierano mi z biodra.
Gdyby ktoś jeszcze zastanawiał się czy zostać dawcą szpiku, czy boli, jak się pobiera to już wie ;-). Pewnie to nie to samo, ale zawsze jakiś pogląd sytuacji ;-).
Korzystając z dosyć dobrej pogody nawet udało się wyjść na wspólny spacerek.
Co prawda nie był za długi, ale razem- to najważniejsze.
Wracam. Wracam powoli do życia oraz tego co robiłem przed przerwą. Trwała ona ponad miesiąc, ale nie robiłem dosłownie nic. Przede wszystkim wracam do starych nawyków żywieniowych. Problemem jest nieco lek który biorę- cholernie wzmaga apetyt i to na to co najgorsze. Jeszcze trochę pracy przede mną ale plan już jest. Zaczynam nawet panować nad wpiep.....aniem. W tym tygodniu włączyłem też trochę ćwiczeń. We wtorek udało mi się zrobić nawet brzuszki 5x15, pompki 5x10 i drążek 5x5. W czwartek poskakałem na skakance (pierwszy raz chyba od w-fu w podstawówce) 3x3 minuty. Po skakance chciałem powtórzyć ćwiczenia z wtorku, ale takie miałem zakwasy na brzuchu że nie mogłem zrobić nic. Zastałem się jak T54 porzucony po wojnie. Ale spokojnie i powoli robię kroki naprzód. Małe, ale sukcesywnie do przodu. W sobotę wybrałem się na bieganie. Musze się pochwalić- posłuchałem jak nigdy Kasi i nie przesadzałem. Zrobiłem sobie 3,5 km w 28 minut. Nawet z ciekawości przeprosiłem się z pulsometrem ;-). Super się biegło, truchcikiem, nózia za nózią, lekki mrozik. Bajka. Co prawda nogi mnie dziś bolą ale i tak było super.
Słowem- powrót do formy czas zacząć (a już są pewne plany biegowe).
A tak z innej beczki. Kasia cały czas jeździ do/z pracy na rowerze (nie- nie zabrałem jej auta ;-)). Dni coraz krótsze i okazało się że jej dotychczasowe oświetlenie troszkę jest za słabe. Z tylną lampką nie było problemu, ona daje tylko to że cię widać i to zadanie spełniania.Natomiast przednia do tego musi jeszcze oświetlać drogę a tu już nie było tak super. Pojechałem więc do sklepu. Pan stwierdził że takie latarki, które może polecić to tak od 200pln. Nie napisze co pomyślałem, ale postanowiłem sam zagłębić się w temat. Poza testami i porównaniami oraz danymi technicznymi sięgnąłem do strony naszego rodzimego producenta, czyli Mactronic-a. Kiedyś miałem przyjemność korzystania z ich czołówki i bardzo przypadła mi do gustu. Teraz wybór padł na latarkę o nazwie Scream 300lm. Może służyć zarówno jako latarka ręczna jak i na rower. Daje mocny i dosyć szeroki snop światła. Kasia jest bardzo zadowolona. Opis możecie znaleźć na stronie, natomiast co ważne. Wg producenta czas pracy na 100% mocy wynosi 1,5h. W praktyce chyba było trzy razy dłużej zanim faktycznie zaczęło słabnąć światło. Warto jednak przy czymś takim wyposażyć się w akumulatorki z ładowarką. Mnie udało się ją kupić za niecało 100pln. Czy warto- moim zdaniem tak:
-dobrze świeci
-wytrzymała
-odporna na uszkodzenia.
Myślę ze spokojnie posłuży ładnych parę lat (za ten wywód nikt nie płacił ;-)).
Do zobaczenia i nie odpuszczajcie outdooru mimo mrozików.
"Te chwile chce pamiętać gdy nadejdzie moja senna puenta Chciałbym wiecznie czuć tak wiele magii jak Tolkiena legenda."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćwiczenia na brzuch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćwiczenia na brzuch. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 27 listopada 2016
środa, 27 stycznia 2016
Dla odmiany ściana
Cześć.
Takie ostatnio mam postanowienie aby chodzić dwa razy w tygodniu na ściankę. Wybrałem się więc wczoraj (wtorek). Standardowo zakładam swoje stare zielone spodnie- kiedyś były na co dzień, ale ich lata świetności minęły więc są do wspinania. Jednak do wspinaczki są nieco za długie (ograniczają ruchy i zaczepiają się o chwyty). Tak wiec pomyślałem że oddam je do skrócenia (wreszcie) i założę mój stary oldschoolowy dres- żeby nie było to nie ortalionik :-). Tak wiec pojechałem na ścianę a tam tylko dwie osoby- super- nie było kolejek do dróg. Założyłem sobie że zrobię wszystkie żółte (bardzo łatwe) i pomarańczowe (łatwe) drogi. W sumie bardzo dobrze mi szło, pękła (została zrobiona) nawet droga z którą do tej pory miałem problemy- zawsze zrzucała (pomarańczowa, ale z trudnym finiszem). Jak już się dobrze rozgrzałem to się okazało że te spodnie dresowe co je założyłem to w sumie są grube. Cholera tam mi się zaczęło gorąco robić że już się zastanawiałem czy nie wspinać się w bokserkach- ale w sumie nie był to najlepszy pomysł. Skończyło się na powinięciu nogawek.......
Niestety jak się później okazało moja "strategia" (a raczej jej brak) robienia trudnych dróg na końcu była.......do dupy. Nie dość że zaczynało już po prostu brakować siły to niestety skóra na paluchach została już nieco powydzierana wiec niestety nie zrobiłem części dróg. Mimo wszystko cytując klasyka "nie ma bunkrów, ale też jest za......cie". W sumie zrobiłem 9 żółtych i 12 pomarańczowych. Zostało jeszcze z 5-6 pomarańczowych na okapach (na zdjęciach po lewej) na których w sumie mocno mi zależało. Na koniec brzuch 25 x 5 i pompersy 15 x 5. A tak na deser tradycyjnie trochę slacka.
Planuje iść jeszcze raz w tym tygodniu i zacznę od żółtych, dalej ze dwie łatwe pomarańczowe i pójdę na okapy, zacznę od najtrudniejszych, najbardziej siłowych i wymagających. Mam nadzieje że uda mi się zrobić wszystkie żółte i pomarańczowe, a wtedy powoli zacznę przechodzić do niebieskich, czyli średnie. Zbliża się powrót do dawnej formy, a to dopiero początek ;-). A jutro po nocy w pracy bieganie.....
Trzymajcie kciuki.
Pozdrawiam
Takie ostatnio mam postanowienie aby chodzić dwa razy w tygodniu na ściankę. Wybrałem się więc wczoraj (wtorek). Standardowo zakładam swoje stare zielone spodnie- kiedyś były na co dzień, ale ich lata świetności minęły więc są do wspinania. Jednak do wspinaczki są nieco za długie (ograniczają ruchy i zaczepiają się o chwyty). Tak wiec pomyślałem że oddam je do skrócenia (wreszcie) i założę mój stary oldschoolowy dres- żeby nie było to nie ortalionik :-). Tak wiec pojechałem na ścianę a tam tylko dwie osoby- super- nie było kolejek do dróg. Założyłem sobie że zrobię wszystkie żółte (bardzo łatwe) i pomarańczowe (łatwe) drogi. W sumie bardzo dobrze mi szło, pękła (została zrobiona) nawet droga z którą do tej pory miałem problemy- zawsze zrzucała (pomarańczowa, ale z trudnym finiszem). Jak już się dobrze rozgrzałem to się okazało że te spodnie dresowe co je założyłem to w sumie są grube. Cholera tam mi się zaczęło gorąco robić że już się zastanawiałem czy nie wspinać się w bokserkach- ale w sumie nie był to najlepszy pomysł. Skończyło się na powinięciu nogawek.......
Niestety jak się później okazało moja "strategia" (a raczej jej brak) robienia trudnych dróg na końcu była.......do dupy. Nie dość że zaczynało już po prostu brakować siły to niestety skóra na paluchach została już nieco powydzierana wiec niestety nie zrobiłem części dróg. Mimo wszystko cytując klasyka "nie ma bunkrów, ale też jest za......cie". W sumie zrobiłem 9 żółtych i 12 pomarańczowych. Zostało jeszcze z 5-6 pomarańczowych na okapach (na zdjęciach po lewej) na których w sumie mocno mi zależało. Na koniec brzuch 25 x 5 i pompersy 15 x 5. A tak na deser tradycyjnie trochę slacka.
Planuje iść jeszcze raz w tym tygodniu i zacznę od żółtych, dalej ze dwie łatwe pomarańczowe i pójdę na okapy, zacznę od najtrudniejszych, najbardziej siłowych i wymagających. Mam nadzieje że uda mi się zrobić wszystkie żółte i pomarańczowe, a wtedy powoli zacznę przechodzić do niebieskich, czyli średnie. Zbliża się powrót do dawnej formy, a to dopiero początek ;-). A jutro po nocy w pracy bieganie.....
Trzymajcie kciuki.
Pozdrawiam
Etykiety:
Boulder Spot Cafe,
Brzuszki,
Chodzenie po taśmie,
Ćwiczenia,
Ćwiczenia na brzuch,
Slack,
Ścianka Łódź,
Wspinaczka
Lokalizacja:
Łódź, Polska
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Udało się.
Cześć.
Wreszcie, czyli w ostatnią niedziele, udało mi się ogarnąć rodzinkę i skoczyliśmy na ścianke. Chciałem żebyśmy byli jak najwcześniej (czynne od 10) żeby było jak najmniej ludzi- dzięki temu nie musielibyśmy aż tak pilnować Franka. Tradycyjnie nie mogło obejść się bez obsuwy- tym razem trochę ponad dwie godziny. Zajeżdżamy pod Spota a tam z 8 aut (parking tylko ich)- dawno tyle tam nie widziałem. Kasie i Frania zostawiłem w aucie- idę na zwiad czy w ogóle warto wchodzić. Dobrze że zajrzałem- chyba każdy kto tam był (łącznie z pracownikiem) przyjechał oddzielnym autem :-) mimo że były dwie grupy znajomych. Niestety nie było na tyle mało ludzi aby młody mógł biegać samodzielnie- trzeba było za nim chodzić żeby nie właził pod wspinających się- trochę jeszcze jest za mały na spotowanie ;-). Tak więc na zmiany ćwiczyliśmy i zajmowaliśmy się Frankiem. Najsampierw ja się troche po wspinałem a mama bawiła się z młodym (wybaczcie jakość zdjęć- z mojego telefonu nie wychodzą najlepsze):
Starych dróg już w większości nie ma, natomiast nowe cały czas się kręcą- udało mi się zrobić wszystkie żółte (bardzo łatwe) i większość pomarańczowych (trochę brakło czasu- łatwe). Szczególnie dwie drogi, ale zwłaszcza jedna (pomarańczowa z plusem) przypadły mi do gustu- postaram się następnym razem zrobić poglądowe filmiki :-). Ciężko mi ją opisać, ale zrobienie jej dało mi naprawdę dużą frajdę mimo że w gruncie rzeczy jest łatwa.
Później udało mi się poprosić pracownika/ instruktora aby pomógł Kasi się trochę po wspinać (coś doradził okiem trenerskim)- ja szalałem z młodym po materacach. I tutaj musze przyznać że Kasia mnie bardzo zaskoczyła- mimo małego zsunięcia się ze ściany przełamała barierę strachu przed upadkiem i weszła praktycznie do topu, a po małej przerwie sama ponownie próbowała- aż mnie duma rozpiera :-D:
Niestety nie udało mi się znaleźć na ścianie miejsca gdzie byłyby na tyle gęsto chwyty żeby Franek mógł wejść ale na dzięki uprzejmości Dominika (pracownik) mogliśmy spróbować- dokręcił dla nas trochę chwytów:
Młodemu idzie coraz lepiej a co ważniejsze coraz częściej chce jechać na obiekt i wchodzić do góry. Franuś oczywiście miał również okazje po grać w bakaraki, pobiegać po materacach, wyszaleć się, chodzić po taśmie. Wraz z Kasią również po robiliśmy trochę brzuszków, pompek. Ja również po chodziłem trochę po slacku- Kasi jeszcze nie udało mi się namówić- może następnym razem.
Myślę że chyba uda mi się ponownie ich wyciągnąć, ale jeśli z Frankiem to lepiej dobierzemy porę żeby było jak najmniej ludzi, albo przyjedziemy sami jak młody będzie w żłobku.
Pozdrawiamy i do zobaczenia.
Wreszcie, czyli w ostatnią niedziele, udało mi się ogarnąć rodzinkę i skoczyliśmy na ścianke. Chciałem żebyśmy byli jak najwcześniej (czynne od 10) żeby było jak najmniej ludzi- dzięki temu nie musielibyśmy aż tak pilnować Franka. Tradycyjnie nie mogło obejść się bez obsuwy- tym razem trochę ponad dwie godziny. Zajeżdżamy pod Spota a tam z 8 aut (parking tylko ich)- dawno tyle tam nie widziałem. Kasie i Frania zostawiłem w aucie- idę na zwiad czy w ogóle warto wchodzić. Dobrze że zajrzałem- chyba każdy kto tam był (łącznie z pracownikiem) przyjechał oddzielnym autem :-) mimo że były dwie grupy znajomych. Niestety nie było na tyle mało ludzi aby młody mógł biegać samodzielnie- trzeba było za nim chodzić żeby nie właził pod wspinających się- trochę jeszcze jest za mały na spotowanie ;-). Tak więc na zmiany ćwiczyliśmy i zajmowaliśmy się Frankiem. Najsampierw ja się troche po wspinałem a mama bawiła się z młodym (wybaczcie jakość zdjęć- z mojego telefonu nie wychodzą najlepsze):
Starych dróg już w większości nie ma, natomiast nowe cały czas się kręcą- udało mi się zrobić wszystkie żółte (bardzo łatwe) i większość pomarańczowych (trochę brakło czasu- łatwe). Szczególnie dwie drogi, ale zwłaszcza jedna (pomarańczowa z plusem) przypadły mi do gustu- postaram się następnym razem zrobić poglądowe filmiki :-). Ciężko mi ją opisać, ale zrobienie jej dało mi naprawdę dużą frajdę mimo że w gruncie rzeczy jest łatwa.
Później udało mi się poprosić pracownika/ instruktora aby pomógł Kasi się trochę po wspinać (coś doradził okiem trenerskim)- ja szalałem z młodym po materacach. I tutaj musze przyznać że Kasia mnie bardzo zaskoczyła- mimo małego zsunięcia się ze ściany przełamała barierę strachu przed upadkiem i weszła praktycznie do topu, a po małej przerwie sama ponownie próbowała- aż mnie duma rozpiera :-D:
Niestety nie udało mi się znaleźć na ścianie miejsca gdzie byłyby na tyle gęsto chwyty żeby Franek mógł wejść ale na dzięki uprzejmości Dominika (pracownik) mogliśmy spróbować- dokręcił dla nas trochę chwytów:
Młodemu idzie coraz lepiej a co ważniejsze coraz częściej chce jechać na obiekt i wchodzić do góry. Franuś oczywiście miał również okazje po grać w bakaraki, pobiegać po materacach, wyszaleć się, chodzić po taśmie. Wraz z Kasią również po robiliśmy trochę brzuszków, pompek. Ja również po chodziłem trochę po slacku- Kasi jeszcze nie udało mi się namówić- może następnym razem.
Myślę że chyba uda mi się ponownie ich wyciągnąć, ale jeśli z Frankiem to lepiej dobierzemy porę żeby było jak najmniej ludzi, albo przyjedziemy sami jak młody będzie w żłobku.
Pozdrawiamy i do zobaczenia.
Etykiety:
Boulder Spot Cafe,
Chodzenie po taśmie,
Ćwiczenia,
Ćwiczenia na brzuch,
Dziecko na ściance,
Slack,
Ścianka,
Ścianka Łódź,
Wspinaczka
Lokalizacja:
Łódź, Polska
poniedziałek, 16 listopada 2015
Trzeba wziąć sie do roboty.....
Cześć.
Po dłuższym przestoju (poza bieganiem) trwającym od urlopu- 06/07,2015 czas zabrać się do roboty. Czyli poza bieganiem w miarę możliwości chociaż raz w tygodniu ścianka (to pierwsze może dwa razy) i na początek co drugi dzień i na każdej ściance ćwiczenia w domu. Zawsze robiłem 5 serii wszystkich ćwiczeń zwiększając jedynie z czasem ilość powtórzeń. Aktualnie wygląda to tak:
-5 x 10 pompek
-5 x 7 podciągnięć na drążku- nachwyt i na przemian raz chwyt na szerokość barków a raz wąsko- dłonie obok siebie
-5 x 20 brzuszków- i tutaj sytuacja się komplikuje. Zamiast pisać pokażę:
Czasem robię tak że powtarzam po kolei brzuszki, pompki i drążek od razu wszystkie serie, a czasem po jednej, dwie lub jeszcze inaczej- jak kto woli.
Wydaje mi się że ćwiczenia dobre zarówno dla kobiet jak i dla facetów. Początkujący też powinni sobie poradzić, ale z kółkiem mogą trochę poczekać ;-).
W planach mam dołożenie kolejnego ćwiczenia, ale jak to się stanie dam znać.
Nawet Kasia zaczyna się przekonywać do części z nich.
A tak odbiegając nieco od tematu..... W ostatnią sobotę Kasia była w pracy wiec pomyślałem że skoczymy na ścianke z Frankiem. W piątek prośba do mamy aby naszykowała które ciuchy mogę młodemu założyć (chętnie wyprasuje ale nie ogarniam które do czego....:-(). Rano w sobotę Kasia wychodząc wytłumaczyła mi co i jak z ciuchami. Zgadnijćie- k.... wszystko pomyliłem.
Na ściankę pojechaliśmy po drzemce. Mamie daliśmy furę a my jak to Kasia mówi "hej przygodo" czyli MPK. Z cukru nie jesteśmy a i dla Franula frajda. Wychodząc na luzie z domu na klatce zdążyłem sprawdzić że 99 mamy za 7 minut. Zeszliśmy- szybkie przegrupowanie- Franek na barana i w nogi bo przecież jeszcze bilety trzeba kupić. Zdążyliśmy i nawet miejsce z przodu wolne ;-). Franek po drodze dyrygował kierowcy jak ma jechać a ja sprawdziłem że na miejsce przesiadki przyjedziemy równo z tramwajem 5. Dojeżdżamy- jest, w gotowości przy drzwiach, otwierają się i wyskakujemy....... .Znów przegrupowanie- Franio na ręce i bieg.... Niestety psikus dyliżans odjechał. Pytanie do młodego- na barana? Tak tata buba. I tak doszliśmy na Smugową. Weszliśmy a tam 3 osoby :-D. Co oznacza że Franio może biegać praktycznie dowoli. Nawet trochę próbował się wspinać i to całkiem nieźle mu szło. Trochę po wisiał też na klamach- siła musi być ;-). Niestety później zeszło się trochę ludzi więc poszliśmy na drugą stronę- Franek grał na bakarakach i targał talerze od sztangi w międzyczasie zaczepiając dziewczyny a tata zrobił ćwiczenia jak wyżej plus slack. Trochę nam zeszło ale i tak dopiero wychodząc w drzwiach spotkaliśmy mamę- przyjechała po nas z pracy wracając.
Niebawem idziemy na trening wszyscy razem :-D.
P.S.
Świetny pomysł i dzięki dla ekipy Spota za zgromadzenie zabawek dla dzieci. Tablica, klocki, piłeczki, kolorowanki. Ostatnio nawet "prasa" dziecięca.
Pozdrawiam.
Po dłuższym przestoju (poza bieganiem) trwającym od urlopu- 06/07,2015 czas zabrać się do roboty. Czyli poza bieganiem w miarę możliwości chociaż raz w tygodniu ścianka (to pierwsze może dwa razy) i na początek co drugi dzień i na każdej ściance ćwiczenia w domu. Zawsze robiłem 5 serii wszystkich ćwiczeń zwiększając jedynie z czasem ilość powtórzeń. Aktualnie wygląda to tak:
-5 x 10 pompek
-5 x 7 podciągnięć na drążku- nachwyt i na przemian raz chwyt na szerokość barków a raz wąsko- dłonie obok siebie
-5 x 20 brzuszków- i tutaj sytuacja się komplikuje. Zamiast pisać pokażę:
Wydaje mi się że ćwiczenia dobre zarówno dla kobiet jak i dla facetów. Początkujący też powinni sobie poradzić, ale z kółkiem mogą trochę poczekać ;-).
W planach mam dołożenie kolejnego ćwiczenia, ale jak to się stanie dam znać.
Nawet Kasia zaczyna się przekonywać do części z nich.
A tak odbiegając nieco od tematu..... W ostatnią sobotę Kasia była w pracy wiec pomyślałem że skoczymy na ścianke z Frankiem. W piątek prośba do mamy aby naszykowała które ciuchy mogę młodemu założyć (chętnie wyprasuje ale nie ogarniam które do czego....:-(). Rano w sobotę Kasia wychodząc wytłumaczyła mi co i jak z ciuchami. Zgadnijćie- k.... wszystko pomyliłem.
Na ściankę pojechaliśmy po drzemce. Mamie daliśmy furę a my jak to Kasia mówi "hej przygodo" czyli MPK. Z cukru nie jesteśmy a i dla Franula frajda. Wychodząc na luzie z domu na klatce zdążyłem sprawdzić że 99 mamy za 7 minut. Zeszliśmy- szybkie przegrupowanie- Franek na barana i w nogi bo przecież jeszcze bilety trzeba kupić. Zdążyliśmy i nawet miejsce z przodu wolne ;-). Franek po drodze dyrygował kierowcy jak ma jechać a ja sprawdziłem że na miejsce przesiadki przyjedziemy równo z tramwajem 5. Dojeżdżamy- jest, w gotowości przy drzwiach, otwierają się i wyskakujemy....... .Znów przegrupowanie- Franio na ręce i bieg.... Niestety psikus dyliżans odjechał. Pytanie do młodego- na barana? Tak tata buba. I tak doszliśmy na Smugową. Weszliśmy a tam 3 osoby :-D. Co oznacza że Franio może biegać praktycznie dowoli. Nawet trochę próbował się wspinać i to całkiem nieźle mu szło. Trochę po wisiał też na klamach- siła musi być ;-). Niestety później zeszło się trochę ludzi więc poszliśmy na drugą stronę- Franek grał na bakarakach i targał talerze od sztangi w międzyczasie zaczepiając dziewczyny a tata zrobił ćwiczenia jak wyżej plus slack. Trochę nam zeszło ale i tak dopiero wychodząc w drzwiach spotkaliśmy mamę- przyjechała po nas z pracy wracając.
Niebawem idziemy na trening wszyscy razem :-D.
P.S.
Świetny pomysł i dzięki dla ekipy Spota za zgromadzenie zabawek dla dzieci. Tablica, klocki, piłeczki, kolorowanki. Ostatnio nawet "prasa" dziecięca.
Pozdrawiam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
